
Wyciągnęłam czarną bluzke na ramiączkach z napisen ,,I love you" i rurki poplamione farbą, które sama zaprojektowałam. Zaniosłam rzeczy do łazienki. Wróciwszy do pokoju i wyjęłam z szafy sportową torbe
i włożyłam do niej biały T-shirt i kolorowe getry. Spakowałam jeszcze do niej turkusowe conversy. Poszłam do łazienki i ubrałam zestaw który przygotowałam wcześniej. Musnęłam rzęsy tuszem i posmarowałam usta pomatką. Przeczesałam włosy szczotką i ułożyłam je rozpuszczone na plecach. Wróciłam po torbe. Wyrwałam z zeszytu kartke i napisałam na niej że ide do centum handlowego. Wyszłam z hotelu i popatrzyłam na telefon. Była 11. Złapałam taksówke i poprosiłam do Galerii Warszawskiej. Jechałam półtorej godziny. Po dojechaniu zobaczyłam przed galerią dużą grupe ludzi. Wyszłam podając kierowcy 100 zł.
-Reszte prosze zatrzymać.- Pobiegłam w strone centrum. Na drzwiach widniał wielki napis ,, Biegnij po zdrowie dla Franka".
W Hiszpani jest podobna organizacja więc mi się spodobało. Przy fontannie siedział już Arek. Podeszłam do niego i się znim przywitałam.
-Po co mi sportowe ubranie?-uśmiechnął się pokazując białe zęby.
-Narazie idź do łazienki i sie przebierz.-uśmiechnęłam się tajemniczo. Ruszył w kierunku męskiej łazienki. Ja poszłam do damskiej. Przebrałam się i wyszłam. Podeszłam do fontanny i usiadłam na jej brzegu. Arek wyszedł po pięciu minutach i do mnie podszedł.
-No to co robimy?- zapytał zaciekawiony.
-Narazie odłóżmy torby do tamtych szafek.-wskazałam mu rzędy szafek. Podeszliśmy do lady za którą pracowała młoda pracownica.
-Bieg.-wyjaśniłam.
-Tamten rząd.- kobieta uśmiechnęła się pogodnie.
Podeszliśmy do szafek które wskazała ekspedientka. Były dwie ostatnie wolne. Włożyliś my do nich swoje rzeczy. Powiedziałam że teraz idziemy na pole. Chyba się domyślił. Zgłosiliśmy się przy stoisku zgłoszeń. Kiedy pani przekładała kartki zeszytu moim oczom ukazało się znajome nazwisko brzmiące Stoch. No tak Kamil Stoch! Arek popatrzył na grupe ludzi
-Chodź musze ci kogoś przedstawić.-pociągnął mnie do tej grupy. Przywitał się z jakimś przystojnym chłopakiem. Pokazał na mnie i mnie przedstawił..
-To jest Margaret Sailor.-Pokazał na mnie. Chłopak się do mnie uśmiechnął.-A to jest Kamil Stoch.
Podałam mu ręke.Zapytałam się go czy też biegnie. Powiedział że tak bo ten bieg jest dla jego siostrzeńca. nagle z głośników wydobył się głos prowadzącego.
-Drodzy uczesnicy czas zacząć nasz bieg!-usłyszałam głośny klakson i pobiegliśmy.
Wiem że miało być jutro ale nie mam czasu. Teraz znalazłam dla was specialnie czas misiaki. Troche krótki bo weny nie miałam. Całuski dla was.I do zobaczenia w niedziele. Postaram się napisać wam rozdział.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz